|
Ale się Brytyjczycy uparli! Zaczęli produkować Defendera prawie 60 lat temu i nie spoczną aż do 2010 roku. I na dodatek właściwie nic w nim nie zmienili przez ponad pół wieku. I dobrze, bo Defender to oldshoolowa, hardcore'owa terenówka. Bez znieczulenia.
24.05.2006 godz. 00:00 |
Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć
Pierwszy Defender wyjechał z fabryki w 1948 roku. Nazywał się po prostu Land Rover. Potem doszedł przydomek Series 1. Dopiero w 1990 roku ochrzczono go mianem Defender (z ang. ochroniarz, obrońca, zdobywca). W początkowym okresie do budowy wykorzystywano części amerykańskiego Willisa. Silnik pochodził z Rovera 60. Nadwozie zbudowano z aluminium. Nie dlatego, żeby być high-tech, tylko ze względów gospodarczo-politycznych. Po drugiej wojnie światowej stal była reglamentowana w Wielkiej Brytanii. Na początku swojego życia Defender nie miał drzwi i dachu. Oba elementy dopiero później stały się standardem. Producent nie dawał też szerokiego wyboru w kwestii kolorów. Przez pierwsze 6 lat auto dostępne było tylko z nadwoziem malowanym na zielono. Na początku silnik miał pojemność 1,6 litra. Potem wprowadzono jednostkę 2,0. W 1954 roku pojawił się Diesel. Rok później wersja 10-osobowa. Wizualnie Defender nie zmienił się prawie wcale. Jego archaiczne, bezkompromisowe i utylitarne linie doskonale uwydatniły krągłości pośladków, piersi i ust Angeliny Jolie. Defender partnerował tej bosko pięknej kobiecie w filmie "Tomb Raider" o przygodach Lary Croft. Ale to nie jedyna rola w portfolio naszego bohatera. Defender zagrał też w filmie "The Gods Must Be Crazy", który wywołał burzę kontrowersji w Afryce. Wszystko przez protekcjonalne ukazanie afrykańskiego kontynentu. Defender przejechał też kilkakrotnie trasy rajdów Paryż-Dakar i Camel Trophy. Ot, tak po prostu. Bez większych problemów. Jedynym konkurentem Defendera jest klasa G Mercedesa. Ale nie ta nowa, przerośnięta i szpanerska GL. Chodzi o tę starą, kanciastą. Klasa G urodziła się w 1979 roku i umrze w tym samym roku, co Defender. Niemcy jednak nie mają zimnej krwi i co chwila coś majstrują przy swojej terenówce. A to dadzą elementy z klasy S, a to zawiozą auto do tunera AMG, a to zamontują jakieś inne niepotrzebne wodotryski. A na najbliższym salonie paryskim jeszcze bardziej zmiękczą charakter klasy G - wnętrze uczynią jeszcze bardziej komfortowym oraz zasponsorują update techniki (7-biegowy automat). Klasa G zaprzedała duszę ciemnym mocom marketingu. Najtańszy Defender 90 kosztuje 111 tys. złotych z małym ogonkiem. Jest trzydrzwiowy i wysokoprężny (122 KM). Wyposażenie obejmuje samochód, alarm, koło zapasowe, wspomaganie i plandekę bez szyb. I na koniec ciekawostki przyrodnicze. Po pierwsze, 2/3 z 2 milionów wyprodukowanych egzemplarzy jest wciąż na chodzie. Po drugie, Defenderem można dojechać wszędzie. Dla 60 % ludzi z buszu i innych nieodstępnych terenów, gdzie żaden samochód nie dojeżdża, Obrońca był pierwszym autem, jakie widzieli. |